Lira jest ok. siedmiomiesięczną suczką. Została przywieziona do schroniska przez straż miejską, która interweniowała, bo zwierzątko ktoś przywiązał sznurem do latarni. Zupełnie nie zamierzałem powiększać swojego zwierzyńca, ale ta suczka przypadła mi do serca i intuicja mi mówi, że jest świetna. Postanowiłem jej pomóc. Nauczyłem ją trochę dobrych manier, podstaw posłuszeństwa. Teraz ma świetny dom i kochającą rodzinę.
Kategorie: Wszystkie | Dziennik | Galeria
RSS
piątek, 21 września 2007
Spotkanie uczestników Programu Lira przy Palmiarni

Są ludzie obdarzeni sercem, którzy widząc psa zakochują się w nim od pierwszego wejrzenia. Nie wiem jak to się dzieje, ale gdy pies trafia na „swojego” człowieka – rozbłyska w nim niesamowite światło, które przyciąga magnetycznie i nieodparcie, oczarowuje i łączy człowieka z psem. Tak stało się dzisiaj podczas spotkania przed palmiarnią miejską, gdzie pracy szkoleniowej wolontariuszy z psiakami przyglądało się całkiem sporo ludzi.

W pewnym momencie malutka puszysta Mufka, która była na spotkaniu pierwszy raz podeszła do odgradzającej nas taśmy. Za nią stała pani z małą dziewczynką. Mufka spojrzała na dziewczynkę, na panią, potem na wolontariuszkę z którą pracowała. Patrzyła dziwnie, jakoś tak głęboko, ufnie...

Po chwili pani wzięła od wolontariuszki smycz, a potem podeszła do Basi – kierowniczki schroniska pytając czy może wziąć tę suczkę do swojego domu. Mufka przekroczyła z nimi taśmę oddzielającą „nasz” placyk od reszty parku o odeszła jak każdy domowy pies ze „swoimi” ludźmi do prawdziwego domu gdzie czeka na nią ciepły kąt, kochające ręce przeczesujące futro na dobranoc i miska pełna smakołyków.

Dzień cudów na tym się nie skończył. Rudy Beryl, którego parę dni temu wypatrzyłem w schronisku też przyszedł ze swoją NOWĄ panią. Anita była bardzo podekscytowana tym, że ma nowego przyjaciela. Beryl ładnie pachnący, odświeżony przyszedł popracować ze swoimi dawnymi czworołapnymi kolegami i koleżankami. Widać było, że stara się pokazać iż należy już do innego świata, że ma swoją panią i denerwuje się gdy schroniskowe psiaki podchodzą zbyt blisko niego.

Potem były szczeniaki. Dobry człowiek wziął na ręce malutkiego rozkosznego szczeniaczka, który porzucony kilka dni wcześniej czekał na śmierć. Znaleziony trafił do schroniska. A dzisiaj trafił do „swojego” człowieka. Może w ogóle za kilka dni nie będzie pamiętał, że kiedyś w życiu ktoś chciał pozbawić go życia, że nikt go nie kochał.

Ale największy cud zdarzył się na końcu. Była z nami bardzo kochana, mądra i młoda suczka w typie owczarka niemieckiego. Ktoś przerzucając ją przez płot sprawił, że ostry metal rozdarł jej brzuch. Lekarz weterynarii cudem ocalił jej życie, ale pozostała paskudna rana, która będzie się goić jeszcze długo. Wypatrzyła ją młoda dziewczyna z Rybnika. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Przez cały czas naszych zajęć była przy suczce, głaskała ją, rozmawiała z nią, tuliła. Potem pojawił się jej mąż i wspólnie podjęli decyzję, że biorą suczkę do siebie, do domu, że będą ją leczyć i opiekować się nią troskliwie.

Zapytali, czy na cześć programu LIRA suczka może mieć na imię IRA, jak słynna IRASIAD. :) Ira pojechała z nimi do wspaniałego domku, gdzie wyliże się z ran i zapomni, że ludzie bywają okrutni. Odtąd jej życie będzie radosne i szczęśliwe.

Patrząc na to, co działo się dzisiaj przy Palmiarni w Gliwicach widzę, że warto robić to, co robimy, bo radość w oczach psów odnajdujących „swoich” ludzi jest bezcenna. Jak to ktoś powiedział: „możesz kupić wszystkie skarby tego świata, ale nie jesteś w stanie kupić ani jednego merdnięcia psiego ogona”. Dzisiaj wszystkie psie ogony merdały bardzo radośnie.

piątek, 17 sierpnia 2007
Spotkanie Liry i psiaków w Gliwicach
W miniony weekend mieliśmy niezwykłe spotkanie. W drodze na wakacje cała rodzina Liry przyjechała z suczką do Gliwic, żeby się spotkać. Był to doskonały pomysł, zwłaszcza, że uczestnicy "Progamu LIRA" przeznaczonego dla psów ze schronisk bardzo chcieli poznać "matkę założcielkę" tego przedsięwzięcia.
Przed spotkaniem miałem lekką tremę, byłem bardzo ciekaw, czy lira mnie pozna, jak się czuje ze swoją rodziną, czy jej rodzina jest z niej dumna...
Moje obawy prysły jak bańka mydlana, gdy tylko pojawiliśmy się na stadionie, gdzie odbywało się spotkanie. Lirka od razu pobiegła do mnie, ciesząc się niezmiernie. Dostałem siarczystego buziaka, a tyłeczek jej omal nie odpadł z radości - tak machała ogonkiem.


Potem było serdeczne powitanie Kasi, Wojtka i Piotusia oraz wszystkich wolontariuszy pracujących w ramach programu LIRA. Następnie rozpoczęła się "część nieoficjalna" polegająca głównie na zabawie w berka i "zagryź mnie jeszcze raz" z Irdą.




Jednak najbardziej ukochanym "panciem Liry" jest Piotruś. Lira kocha go niezmernie i ze wzajemnością:


Jest wspaniałą, kontaktową suczką. Bardzo przywiązaną do swoich państwa i uważnie obserwującą wszystko, co dzieje się dokoła.


A że nauka nie poszła w las mogłem zobaczyć gdy wydałem Irdzie i Lirze polecenie "WARUJ". Obie zrobiły to natychmiast i bardzo ładnie, co zostało uwiecznione na zdjęciu.







Jak śmieją się znajomi: Irda i Lira wyglądają jak siostry. Faktycznie, patrząc na nie mam wrażenie, że są z jednej "linii hodowlanej". Czyżby w Gliwicach powstała jakaś nowa rasa?
Całe spotkanie było bardzo miłe i cieszę się niezmiernie, że Lira trafiła do tak wspaniałej rodziny.
Na koniec foteczka Liry i Irdy. Moja EX i moja OBECNA :)


Więcej zdjęć i opisów samego PROGRAMU LIRA znajdziecie TUTAJ
sobota, 07 lipca 2007
Wieści z domku Liry
Wczoraj zadzwoniła do mnie Kasia, która jest najukochańszą panią Liry. Dzisiaj dostałem nowe zdjęcia. Lira jest - według słów Kasi - najwspanialszym pieskiem na świecie. Z Piotrusiem stanowią nierozłączną parę, w Kasie lira jest wpatrzona jak w obraz - słowem wszystko super!




A tutaj relacja Kasi z lekcji pływania :)
Lira generanie nie lubi wody - kałuże omija (całe szczęście dla mnie), do rzek i stawów nie wchodzi -nawet za rzuconym dowody patykiem.
W sumie to prześmieszny widok, bo Lira uwielbia ganianie za patykami i bardzo ale to bardzo po ten patyk w wodzie chce iść. Ale jak ma iść jak tu grunt pod łapami się kończy i jeszcze coś błyska nieskodzianie i woda kapie do uszu? Raz się odważyła i poszła/popłynęła (a patyk był naprawde niedaleko - na jedno machniecie łapą w wodzie) i jak tylko złapała patyk w zęby jak się odwróciła, jak zaczęła młócić wodę łapami, to coś strasznego. Tak przecież psy nie pywają!!! Zachowywała się jak człowiek nieumiejacy pływać, który się topi.

Ale pojechaliśmy na zamek Grodno a potem poszliśmy nad jeziorko. Był straszny upał. Postanowiłam oswoić Lirkę z wodą, bo co to za pies co nie pływa :-) W sumie to sprawą zajął się Piotruś, który z kolei uwielbia wrzucać kamienie do wody. Lira nie mogła się powstrzymać :-)))








A
tak wygląda Lira nocą :)






Prawda, jaki z niej piękny owczarek poniemiecki?
wtorek, 03 lipca 2007
Trochę mnie trzepało
Wiecie, jak to jest. Człowiek ma wielką ochotę i potrzebę być gdzieś, a wszystko się sprzysięga, żeby nie starczyło na to czasu. Tak było i dzisiaj z Irdą. Bardzo chciałem do niej pojechać, ale przytłoczył mnie ogrom spraw z serii "pierdoły" i nie dałem rady. Za to szefowa schroniska przysłała mi sms-a o treści:
wesoła łapka
smutna Irda
smutna Basia
Od razu zadzowniłem do niej, żeby przeprosić za moją nieobecność dzisiaj. Właśnie dziś zaczęliśmy zajęcia z nową grupą szkoleniową. Jest sporo psów, w tym kilka z niedobrymi doświadczeniami i problemami. Jeden owczarek rzucający się na ludzi, jedna młoda podhalanka warcząca na instruktora, mały sznaucer, który w obawie przed światem odmawia współpracy no i pozostałe psy, które całkiem fajnie pracują. Mamy jednego chłopaka na wózku z przeuroczym kundelkiem. Wiążę z nim duże nadzieje, bo psiak naprawdę jest fajny.
Tak sobie myślę, że jeśli szukasz psa, z którym będziesz mógł pracować pomyśl o wizycie w schronisku! Wśród mieszańców trafiają się prawdziwe perły, jak np. Smyk, którego wypatrzyłem w schronisku w Gliwicach, a który teraz przygotowuje się do egzaminu aspiranckiego i pracuje jako dogoterapeuta. Sami zobaczcie www.smykpies.blox.pl
Mam nadzieję, że jutro uda mi się zajrzeć do Irdy. Ciągle myślę, że ona na mnie tam czeka i gdybym mógł to natychmiast bym pojechał do schroniska, żeby jej dotrzymać towarzystwa.
Ciąg dalszy nastąpi. Na pewno!
poniedziałek, 05 lutego 2007
Lira pomaga innym :)
Gdyby tak więcej psów, które są w schroniskach mogło znaleźć swoich wymarzonych ludzi? Lira miała wyjątkową szansę i los się do niej uśmiechnął. A ile jest innych psów w schroniskach, które przez całe dnie wypatrują zza krat kogoś, kto je pokocha, zabierze ze schronu, kto da im dach nad głową, miskę jedzenia i serce?

Dlatego w mojej szkole uruchamiam specjalny program adopcyjny "LIRA".
Zerknijcie na stronę www.szkoleniepsow.com.pl
W ramach tego programu będziemy nieodpłatnie szkolić wolontariuszy ze schronisk, którzy będą pracować z pieskami przeznaczonymi do adopcji. To zwiększy ich szansę na znalezienie kochanego domu. Pies, który zna podstawy posłuszeństwa, umie przychodzić na wezwanie, chodzić na luźnej smyczy, siadać i warować znacznie łatwiej znajdzie kogoś, kto go przygarnie, niż psiaczek pozostawiony samemu sobie.
Już przynajmniej dwa schroniska ze Śląska chcą brać udział w programie LIRA :) - Gliwice i Tarnowskie Góry.
Dodatkowo - jeśli ktoś przyjdzie na szkolenie z psem adoptowanym ze schroniska ma 10% zniżki. Drugie 10% przekazuję na schronisko, z którego jest adoptowany piesek.
Wraz z grupą wolontariuszy coś chcę zrobić. Sam płacz nad smutnym losem psów w schroniskach tego losu nie odmieni. Dlatego zaczynamy od taikego właśnie pomysłu. A co będzie dalej? - zobaczymy. Na pewno znajdzie się wielu ludzi, którzy będą się chcieli włączyć w program adopcyjny LIRA.
Obym miał rację!
niedziela, 28 stycznia 2007
Dalsze opowieści o Lirze
Kasia nie tylko jest troskliwą opiekunką Liry, ale również dużo się z nią bawi w szkolenie. Dostałem niedawno maila, w którym opisuje, co już im się udało z Lirką wypracować:
1. siad i waruj na komendę słowną i optyczną (w trakcie: szybkie siadanie i warowanie - już są efekty :-) )
2. tzw. pompki psie, czyli naprzemienne wykonywanie siad/waruj (strasznie się z tego ćwiczenia cieszę, bo na początku miałam trudności z przejściem z waruj do siad)
3. zostawanie z pozycji waruj / siad - na razie na krótki czas a co ważniejsze (czyt. gorsze) Lira musi mnie widzieć
4. ładne chodzenie na smyczy luźnej lub przy nodze (choć w nowym otoczeniu lub idąc grupą Lirka trochę świruje)
5. przychodzenie na zawołanie - można powiedzieć, że zawsze ;-/ gdy akurat Lirka-wredota nie ma nic ciekawszego, niż zgłoszenie sie po smakołyka, na horyzoncie - ale ćwiczymy to bezustannie, zmieniłam trochę sposób wołania, zwracam uwagę (sobie i rodzinie) aby nie "karcić" imieniem (tzn. nie krzyczeć do psa LIRA!!! gdy np. próbuje wypić sok Piotrusia ze szklanki)
6. spokojne siedzenie/leżenie podczas gdy ja szykuję się do spaceru
7. po spacerze czekanie na spokojne wytarcie łapek
8. leżenie na swoim miejscu (posłaniu) -bardzo rzadko to stosujemy
9. nie wchodzenie na łóżko - a przynajmniej nie tak abym to widziała :-)
10. nieskakania na gości
Dość imponująca lista, prawda? W dodatku Kasia zamierza się zapisać na szkolenie z Lirą. Bardzo jestem ciekaw ich wrażeń.
A Piotruś i Lira stają się coraz bardziej nierozłączni. Sami zobaczcie :)


poniedziałek, 18 grudnia 2006
Wizyta u "teściowej"
Lira była z wizytą u obu teściowych. Mama Kasi była doskonale przygotowana na przyjęcie Liry, bo przygotowała sobie psie ciasteczka. NIe trudno się domyślić, że została "ulubioną teściową" LIry.
Wycieczka na Ślężę też była bardzo udana. LIra pilnowała się blisko Kasi i Wojtka, była bardzo grzeczna.

Jedyne, co zaniepokoiło Kasię, to szczekanie Liry, gdy teść wziął Piotrusia na ręce, a Piotruś piszczał z radości. Lirka czuła się zaniepokojona. Od razu widać, że bardzo jest związana z Piotrusiem.
Poradziłem Kasi, żeby bawili się tak, iż w momencie, gdy ktoś bierze Piotusia na ręce, ona rozsypuje garść karmy. Lira zbiera karmę. Zabawa kończy się w momencie, gdy Lira zbierze ostatnią kulkę z podłogi. Dla psicy będzie to czytelny sygnał, że podnoszenie Piotrusia i jego piski są sygnałem wspaniałej niespodzianki. :)





A widzicie, jaką Lirka ma piękną i szykowną obróżkę? Bardzo jej w niej do twarzy (do mordki), prawda?
piątek, 15 grudnia 2006
W nowym domku
Lira w nowym domku zaadoptowała się błyskawicznie. Jesteśmy stale w kontakcie z Kasią, która na bieżąco opisuje mi kolejne dni z Lirką.
Pozwólcie, że za Jej zgodą zacytuję kilka zdań:
Lira dostała wielkie posłanie i adaptowała się na nim razem z kością. Jako jedyny domownik ma dwa łóżka - jedno na dole, drugie na górze. A w środku nocy, gdy dziecko przyszło do nas, przeniosła się i tak do pokoju Piotrusia na dywan (co dziwne Misiek też uwielbiał spać właśnie w tym samym miejscu). W prezencie do zabawy otrzymała piłeczkę z dzwoneczkiem na sznurku - ale ma tu silna konkurencję w postaci Piotrusia - nic to , będą musieli się dogadać. Bardzo przypadło Lirce do gustu stare ringo - bawimy się w przeciąganie, łapanie i takie tam. Wczoraj szczena mi opadła, gdy po moim pytaniu
- gdzie jest ringo?
Lira potuptała do pokoju, gdzie przed chwilą porzyciła ringo i je przyniosła !!!!
Wieczorem zaopatrzona w kliker, kieszeń pełną smakołyków i ringo zaczęłyśmy poćwiczyć:
1. rzucam ringo i klikam dotknięcie noskiem
2. Lirka przybiega po smakołyk i czeka - no co teraz?- pyta - dasz jeszcze, może jak usiądę?
3. mówię - gdzie ringo?
4. Lirka siedzi i strzyże uszami
5. - no dobra, mówię, może za daleko to ringo, rzuce bliżej
rzucam bliżej tym razem i pytam gdzie ringo?
6. patrzy się, podchodzi do ringo, dotyka noskiem - klik,
7. podchodzi do mnie po smakołyk, ja pytam - gdzie ringo? i Lirka podbiega doknąć nosem ringo i jeszcze zanim zdąże kliknąć już patrzy czy OK? i czy może startować po nagrode :-)))
I tak aż do wyczerpania zapasów ;-)
darmowy hosting obrazków
Zabawa z Lirą okazała się ulubionym zajęciem Piotrusia.
w załączniku znajdują się zdjęcia Liry pięknie bawiącej się z Piotrulą (powinnam raczej napisać, że to P. ładnie się bawi z Lirą, bo Lira to zawsze się ładnie bawi a Pietrek nie koniecznie). Ale dzisiaj zabawa w przeciąganie przebiegała w idealnej harmonii przez dobre 40 min. Lira trzymając piłkę wlokła rozradowanego tym faktem Piotrka po podłodze w stronę dywanu. Na dywanie psica miała lepsze oparcie, ale Piotrek też wykombinował, że jak się położy na dywanie i owinie sznurkiem od piłki to zabawa jest jeszcze lepsza.

darmowy hosting obrazków
darmowy hosting obrazków

Potem synek dorwał się do aparatu i wypstrykał cały film (jakby się to dawniej powiedziało) na kawałki Liry (tylko kawałki, bo całej jakoś nie potrafił objąć :-) ) - stąd, specjalnie dla Ciebie, Lirogonek !!!!

darmowy hosting obrazków
Piotruś ma zadatki na wybitnego szkoleniowca:
Zadatki Piotruli na super tresera - nauka przedłużonego warowania:
-Lija, wajuj, wajuj, no tu wajuj!
Lirka waruje. Pietrek robi z pięćdziesiąt okrążeń sprintem wokół zaskoczonego takim obrotem sprawy psa, przeskakując nad wyciągniętymi przednimi łapami Lirki.
- To taki pies przeszkodowy - dodaje P. ciężko dysząc.
A
dzisiaj dostałem kolejną relację. Tym razem rodzina ma całkiem ambitny plan:
Dziś Lira jedzie w gości na obiad do teściowej a jutro wybieramy się na Ślęże.
Już czekam na relacje i na zdjęcia. Myślę, że teściowa będzie zachwycona znajomością z Lirką. O ile dysponuje gotowanym indykiem - to Lira też będzie zachwycona poznaniem nowej Teściowej :)

wtorek, 12 grudnia 2006
wierszyk
LUDWIK JERZY KERN - CZTERY ŁAPY
Już od dawna, od zarania,
Poprzez wszystkie wieki,
Ciągną się popiskiwania,
Skomlenia i szczeki.
Idą pełne animuszu,
Wspólną z nami drogą ,
Cztery łapy,
Para uszu,
Oczy,
Nos
I ogon.
Na tym świecie różnie bywa,
Zabawnie i dziwnie.
Raz jednostka jest szczęśliwa,
To znów wręcz przeciwnie.
W dżungli życia, w życia buszu,
Zawsze ci pomogą ,
Cztery łapy,
Para uszu,
Oczy,
Nos
I ogon.
Mniej tragiczne jest rozstanie,
Snucie się po kątach;
Nawet rozpacz, moim zdaniem,
Inaczej wygląda,
Jeśli na kanapie z pluszu
Leżeć z tobą mogą
Cztery łapy,
Para uszu,
Oczy,
Nos
I ogon.
Trochę kaszy, trochę mięsa,
Trochę tuku w rurze-
I już możesz się poświęcać
Sztuce i kulturze.
Nie naruszy twych funduszów
Złodziej żaden, bo go-
Cztery ł apy,
Para uszu,
Oczy,
Nos
I ogon.
A w ogóle jakoś raźniej,
Weselej co chwilę .
Weźmy taki spacer. Właśnie.
Prawda ile milej
Iść w zadartym kapeluszu
I czuć za swą nogą

Cztery łapy,
Para uszu,
Oczy,
Nos
I ogon.
LIROGON :) To już mój dopisek
poniedziałek, 11 grudnia 2006
Wrocław wita Lirę
Wydarzenia z życia Liry nabrały takiego przyspieszenia, że muszę zwolnić aby to opisać.
Po pierwsze - bardzo dziękuję wszystkim, którzy przeczytawszy o tym, że Lira szuka nowego domu odezwali się i z otwartymi sercami chcieli ją przygarnąć. Ostatecznie Lira została członkiem rodziny Kasi, Wojtka i Piotrusia z Wrocławia.
A jak do tego doszło?
W porzednim tygodniu odebrałem bardzo interesujący telefon. Zadzwoniła pani z Wrocławia, mówiąc, że czytała bloga o Gringu, teraz czyta o Lirze i bardzo chciałaby abym sprawdził, czy ich rodzina nadaje się do tego, aby adoptować Lirę. Po raz pierwszy ktoś nie pytał mnie czy Lira się nadaje dla niego, lecz odwrotnie - czy ONI nadają się dla Liry. Umówiliśmy się tak, że wpadną całą rodziną do Brzeźnicy w sobotę (ponieważ tam jeździmy z Lirą. Ona się byczy, a ja pracuję z trenerami i aspirantami) i porozmawiamy sobie o tym, czego Lira potrzebuje i jakimi oni są opiekunami.
Rzeczywiście zjawili się około 13. Od samego początku bardzo mi się spodobali jako ludzie mili, konkretni, odpowiedzialni. Mały Piotruś bawił się w berka z psiakami a my sobie rozmawialiśmy.
Wcześniej mieli już psa - goldena Miśka. Misiek dał im niezłą szkołę życia. Ciągnął na smyczy jak parowóz, rozginał ogrodzenie i uciekał z ogrodu, był bardzo żywiołowym i trudnym do opanowania psem. Pech chciał, że Misiek któregoś dnia wybiegł na drogę i zginął pod kołami samochodu. Po pewnym czasie Kasia i Wojtek zaczęli rozglądać się za nowym psem i trafili na blog o Lirze. Mając wcześniej doświadczenia z dość trudnym psem - tym razem postawili nie na rasę, a na psychikę. Lira, ze swoją delikatnością, nastawieniem na człowieka i niewątpliwym urokiem wydała im się właśnie tym psem, którego szukają.
Po rozmowie cała rodzina wzięła Lirę na spacer po okolicznych łąkach. Wrócili po godzinie i zapytali, czy mogą ją zabrać do Krakowa, gdzie mają zamówiony hotel, a w hotelu zgodzili się na obecność psa. Zgodziłem się.
Dawno tak nie czekałem na telefon jak właśnie w sobotni wieczór. Byłem bardzo ciekaw jak sobie Lira poradzi w nowym towarzystwie, w nowych miejscach...
Zadzwoniła Kasia. Opowiedziała mi, że Lira była z nimi na rynku w Krakowie, poszła do pizzerii gdzie grzecznie leżała przy stoliku (a więc przydało się moje uczenie luzowania i spokojnego leżenia, które opisałem poprzednio dość szczegółowo). Potem zachowywała się wzorowo w pokoju hotelowym, jakby od zawsze tam mieszkała. Piotuś ją bardzo polubił. Od razu się zaprzyjaźnili!


Po kolacji towarzystwo położyło się spać. Piotruś postanowił towarzyszyć swojej nowej przyjaciółce.


Następnego dnia - w niedzielę (czyli wczoraj) znowu Kasia Wojtek i Piotruś przyjechali do Brzeźnicy, żeby opowiedzieć jak im jest z Lirą i zapytać czy mogą ją zabrać do siebie?
Rozmawialiśmy znowu o tym, jakie warunki będzie miała Lira, w jaki sposób będą się nią opiekować. Mają dom z ogrodem w zacisznej okolicy Wrocławia. W domu pracuje Piotr, więc Lira nie będzie sama. Dowiedziałem się, że ma legowisko wygodne po Miśku, ale gdyby jej się nie spodobało, to dostanie inne (hahahahah!). Karmiona będzie Eukanubą, albo Royalem.
Podkreśliłem, że trzeba sprawdzić oczka Liry. Na szczęście we Wrocławiu jest Akademia Rolnicza i Wydział Weterynarii gdzie są zmakomici okuliści. Lira będzie miała najlepszą opiekę.
W międzyczasie rozmawiając tak sobie patrzyłem kątem oka na Piotrusia i na Lirę, którzy krążyli pomiędzy psiakami. Lira otaczała Piotrusia jakby starała się osłonić go przed biegającymi psami (to nie było takie typowe "pasienie", wyraźne ochranianie), a od czasu do czasu dostawiała się mu do lewego boku. Trudno to nazwać dostawianiem do nogi, bo Piotruś na razie jest wyższy od Liry o głowę :)
Kasia i Wojtek zapytali mnie też o finansową stronę przekazania Liry. To prawda, że Lira nie była na utrzymaniu Fundacji Alteri. Od początku to była moja prywatna inicjatywa. Jestem wdzięczny Agnieszce Orłowskiej - szefowej Fundacji, że mnie w tym pomyśle wspierała i nie robiła mi żadnych wyrzutów, że zamiast zajmować się szkoleniem psów asystujących - zajmuję się Lirą :)
Poprosiłem Kasię, żeby po prostu wpłacili jakąkolwiek sumę na konto Fundacji. Będzie to nasz wspólny wkład w szkolenie psów dla ludzi, którzy poruszają się na wózkach inwalidzkich.
Gdy już ustaliliśmy wszystko - nadszedł czas pożegnania. Mam wewnętrzną pewność, że Lirze będzie w nowej rodzinie jak w raju. Ustaliliśmy, że gdyby się okazało, że pojawią się jakieś trudności, których nie przewidzieliśmy - Lira bez najmniejszej trudności wróci do mnie. Jednak cała nowa rodzina Liry jest kompletnie nią oczarowana i wszyscy są przekonani, że Lira zostanie u nich na zawsze.

Moment pożegnania był wzruszający. Dobrze, że akurat zrobiłem głupią minę i odwróciłem się bokiem, dzięki temu nie widzicie, że miałem mokre oczy.
Kasia zadzwoniła do mnie jeszcze wieczorem, że Lira doskonale zniosła podróż. Wojtek prowadzący samochód był zdziwiony,  że psina tak sobie spkojnie śpi. Pytał Kasię, czy na pewno Lira oddycha :) A ona po prostu całkiem bezpiecznie się poczuła w specjalnym hamaku przeznaczonym do przewożenia psów i zasnęła. Spała przez całą drogę. Po dojechaniu na miejsce, obwąchała wszystkie kąty, sprawdziła dom, trochę się przestraszyła Wojtka idącego z kablem od video, a potem poszła na posłanie i znowu zasnęła po emocjonujących przeżyciach.
Mam obiecane kolejne relacje z nowego domku Liry. Już bardzo na nie czekam i myślę,  że wszystko będzie świetnie!

Lirko, psinko! Wygrałaś wielką kumulację na loterii szczęścia!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Skopiuj CSS